Muniek Staszczyk opowiedział o wierze i dawnym życiu. „Katolicki coming out” zrobił w 1998 roku

Zygmunt Staszczyk
Muniek Staszczyk wrócił do swojej życiowej przemiany i opowiedział o tym, jak zmienił się jego stosunek do wiary. Jak mówił w rozmowie z Plejadą, jako nastolatek razem z kolegami potrafił wyśmiewać pielgrzymki oraz osoby modlące się w kościele. Z czasem zaczął jednak patrzeć na religię zupełnie inaczej. „Katolicki coming out zrobiłem w 1998 r., czyli dawno temu” — wspominał artysta. Przyznał też, że początkowo zwracał się do Jezusa przede wszystkim z prośbami. Dopiero podczas jednej ze spowiedzi nauczył się dziękować. Jak opowiadał, wdzięczność towarzyszy mu między innymi wtedy, gdy udaje mu się rozpocząć i zakończyć dzień w trzeźwości. Wokalista nie ukrywał, że w przeszłości jego życie wiązało się z alkoholem, narkotykami i intensywnym rockowym trybem życia. Popularność T. Love, liczne koncerty i większe zarobki szły wtedy w parze z imprezowaniem. Staszczyk zaznaczał jednak, że nie szukał awantur ani nie urządzał destrukcyjnych wybryków, a utrata pamięci po alkoholu przydarzyła mu się, jak twierdził, zaledwie kilka razy. Wspominając lata 90., mówił o marihuanie i amfetaminie, a także o krótkim okresie, gdy korzystał z usług dilera. Podkreślał, że nie sięgał po heroinę ani crack i niczego sobie nie wstrzykiwał. Opisywał ówczesne realia z własnej perspektywy, zaznaczając, że narkotyki często pochodziły od znajomych. Dziś, jak zapewnia, od dawna nie zażywa żadnych substancji. Jego opowieść łączy wspomnienia o życiu rockmana z osobistą refleksją nad wiarą, trzeźwością i wdzięcznością.
Źródło ↗